Jak wyglądało rolnictwo w komunistycznej Polsce?
Z każdym rokiem możemy obserwować zachodzący postęp na polskie wsi – rolnicy mogą pozwolić sobie na zakup nowych maszyn oraz przestrzeni do upraw zbóż. Jakbyśmy się cofnęli jednak z 50 lat wstecz do tego samego miejsca, sytuacja wyglądała całkowicie. Panował powszechny analfabetyzm a praktycznie każda rodzina rolnicza żyła na granicy ubóstwa, żywiąc się tym jedzeniem wytwarzanym we własnym zakresie. Postanowiliśmy porozmawiać z kilkoma osobami, które pamiętają te ciężkie czasy. Jak je wspominają? Rożnie – raz było lepiej a raz gorzej, ale większość naszych rozmówców wypowiada się o przeszłości z pewnym sentymentem oraz łezką w oku.
Trudna sytuacja dzieci
„Urodziłem się w 1949 roku w małej wsi na terenie województwa kieleckiego (obecnie województwo świętokrzyskie). Rodzice mieszkali po wojnie w Brzegu niedaleko Wrocławia, ale w poszukiwaniu lepszych warunków, zdecydowali się na zakup działki i postawienie domu w centralnej Polsce. Nie ukrywam, że dzieciństwo było ciężkie – razem z dwoma siostrami zajmowaliśmy się wypasaniem krów, a trzy razy w tygodniu chodziliśmy do szkoły, z której za duże nie wynieśliśmy. Pamiętam, jak matka ustawiała mnie w kolejkach o papier toaletowy oraz ocet – stało się nawet na kilkustopniowym mrozie. Nie myśleliśmy nawet o słodyczach ani trzech posiłkach dziennie. W garnku lądowało wszystko, co było pod ręką” – Stanisław, Węgleszyn
Ciężkie żniwa

Solidarność ponad wszystko
„Muszę przyznać, że praca i dzieciństwo na wsi nie było łatwe, ale czasami tęsknię za tymi czasami. Żeby było jasne – nie tęsknię za tamtym ustrojem, a za ludźmi oraz więziami, które ich łączyły. Każdy wspierał się wzajemnie jak tylko mógł. Nie mówię tu tylko o pomocy materialnej, chociaż ta zdarzała się bardzo często, a o wspieraniu się nawzajem w codziennych trudach. Szacunek był najważniejszy i każdemu zależało na dobrym imieniu. Kiedyś znałem każdego mieszkańca tej wsi i z każdym miałem dobre relacje, teraz wszystko się zmieniło i ciężko utrzymywać kontakt z niektórymi osobami…” – Waldemar, Oksa



